slawistyka Polska_Akademia_Nauk
Aktualności
Instytut
Zakłady
Centrum Slawistycznej Informacji Naukowej
Pracownicy
Kierunki badawcze
Projekty naukowe
Współpraca naukowa
Studia doktoranckie
Konferencje
Wydawnictwo SOW
Instrukcje wydawnicze
e-księgarnia
Biblioteka
Periodyki
e-Publikacje
Adeptus e-pismo
Użyteczne linki
Uczeni z kręgu IS PAN
Archiwalia
 
Kontakt
Dane adresowe

Instytut Slawistyki PAN
ul.Bartoszewicza 1b/17
00-337 Warszawa
tel./fax 022 826 76 88

022 828 44 75
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

Polska Akademia Nauk
Współpraca
cc_pion3
RCIN

Nowości SOW
Gościmy
Odwiedza nas 14 gości
Wywiad z Panią Prof. dr hab. Hanną Taborską Drukuj Email
Pani Profesor Hanna Popowska-Taborska w 2010 roku obchodzi jubileusz 80-lecia urodzin



Rozmowa z Jubilatką, przeprowadzona w maju 2010 roku  

Pani Profesor, jest Pani językoznawcą, slawistką, o której możemy przeczytać w Polskiej Encyklopedii Powszechnej, naukowcem z ogromnym dorobkiem naukowym. Dlaczego Pani zajęła się tą dziedziną humanistyki?
- To efekt splotu różnych okoliczności - zainteresowań i czasów, w jakich przyszło mi żyć, doskonałych nauczycieli i ludzi, których spotykałam na swojej drodze. Od dzieciństwa miałam zainteresowania humanistyczne, pisywałam wierszyki, a w czasie wojny czytałam wszystko, co tylko było dostępne w moim rodzinnym domu i w innych zaprzyjaźnionych domach na Ochocie. Tu też chodziłam do szkoły Wandy z Posseltów Szachtmajerowej, do której wcześniej uczęszczały m.in. córki Piłsudskiego. Gdy wojska niemieckie zarekwirowały budynek szkolny na szpital wojskowy, w skrzydle mieszkalnym, od strony ulicy Radomskiej działała nadal szkoła. Pod szyldem Czwartych Miejskich Rocznych Żeńskich Kursów Krawiecko-Bieliźniarskich prowadzono tajne nauczanie, realizując normalny program dla młodszych klas gimnazjalnych (starsze klasy miały komplety na mieście). W szkole działało harcerstwo, należałam do Szarych Szeregów. Maturę zdawałam już w Łodzi wiosną 1948 roku. Nie było to łatwe, bo jesienią 1947 roku zostałam wyrzucona ze szkoły. Nie byłam członkiem ZWM (ani później ZMP) i jako przewodnicząca klasy stanęłam w obronie naszej wychowawczyni, którą usunięto ze względów politycznych. W tamtych czasach taki sprzeciw był bardzo ryzykowny.

Całą wojnę spędziła Pani Profesor w okupowanej Warszawie?
- Prawie całą. Ochota była jedną z pierwszych dzielnic, które padły w czasie Powstania. Wywieziono nas do obozu pracy w okolicach Wałbrzycha (podówczas Waldenburga). Pracowałam tam między innymi w Fabryce Kruppa. Opowiedziałam o tym okresie dość szczegółowo we wspomnieniach pisanych dla córki. 

Wspomniała Pani Profesor o ludziach spotkanych na swej drodze...
-  J
esienią 1948 roku rozpoczęłam studia polonistyczne, realizując niejako swoje zamiłowanie do lektur i pisania. Uniwersytet Łódzki dopiero powstawał. Uczyliśmy się w ciasnych pomieszczeniach przy ulicy Lindleya, gdzie mieściło się też seminarium języka polskiego. Uczył nas bardzo wówczas młody (jeszcze przed doktoratem) Karol Dejna, bardzo stary profesor Henryk Ułaszyn i (a raczej przede wszystkim) profesor Zdzisław Stieber. To językoznawcze seminarium różniło się od wszystkich pozostałych. Panowała w nim serdeczna a równocześnie prawdziwie naukowa atmosfera, daleka od ideologii, która panowała na zewnątrz. Obie z Zuzanną [prof. Zuzanna Topolińska, wybitny językoznawca, członek m.in. Macedońskiej Akademii Nauk i Sztuk] umiałyśmy to wówczas w pełni docenić. I chociaż obie zrobiłyśmy także absolutorium z literaturoznawstwa, zdecydowałyśmy się na magisterium z językoznawstwa.

Był to więc poniekąd wybór ideologiczny?
- Nie całkiem. Choć w pewnym stopniu na pewno tak. Po magisterium otrzymałyśmy od profesora Stiebera propozycję pozostania na uniwersytecie. Ale obie byłyśmy niezorganizowane i aktyw młodzieżowy na specjalnie zwołanym zebraniu skutecznie przeciw temu zaprotestował. Zaczęłyśmy wtedy szukać pracy na własną rękę i znalazłyśmy ją w Warszawie w Państwowym Instytucie Wydawniczym. Praca w Redakcji Klasyków Staropolskich nad wydaniami dzieł Kochanowskiego i Potockiego okazała się dla nas doskonałą okazją do zapoznania się z warsztatem wydawniczym. W tym też czasie na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczął zajęcia profesor Stieber. Gdy zaczęły zarysowywać się plany utworzenia w Polskiej Akademii Nauk Instytutu Języka Polskiego, Profesor znowu zaproponował nam współpracę. I tak 1 kwietnia 1954 roku zostałam zatrudniona na pół etatu w Polskiej Akademii Nauk[*].

Ale Pani profesor jest przecież także slawistką...
-
Jestem nią w pewnym sensie wtórnie, przez to, że uczył mnie jeden z wielkich slawistów i że długo pracowałam pod jego kierunkiem. Moja praca habilitacyjna dotyczyła pogranicza polsko-dolnołużyckiego. [Dawne pogranicze językowe polsko-dolnołużyckie (w świetle danych toponomastycznych]. W 1965 roku było to zagadnienie zupełnie nowe, teren nieopisany, a granica między językami niezbyt wyraźna. Nieocenionym źródłem okazały się istniejące jeszcze wówczas niemieckie mapy katastralne tych terenów, które odnajdowałam i ekscerpowałam w ówczesnych Radach Narodowych województwa zielonogórskiego. Zachował się na nich bogaty słowiański materiał nazewniczy.

Skąd w pracach Pani Profesor zainteresowanie kaszubszczyzną? Kaszubski to język, nie dialekt?
- Kierunek naszym wieloletnim badaniom zespołowym nadał Profesor Stieber, rozpoczynając prace nad Atlasem [Atlas językowy kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich]. Moja rozprawa doktorska również związana była z kaszubszczyzną. Ale gdy w roku 1976  napisałam książkę Kaszubszczyzna - zarys dziejów, musiała ona czekać na druk cztery lata. Na przeszkodzie stanęło bowiem oficjalnie obowiązujące przeświadczenie o językowej jedności całej Polski.  Dzisiaj kaszubski ma rangę języka regionalnego.

Z której ze swoich prac jest Pani Profesor najbardziej dumna?
- Chyba jednak z Atlasu kaszubszczyzny. I myślę, że wyrażam tym samym opinię wszystkich jego autorów (choć raczej należałoby powiedzieć autorek). Nasza wieloletnia praca zespołowa utrwaliła w wydanych w latach 1964-1978 piętnastu tomach map i komentarzy stan dziś już nieistniejący, „sfotografowany" niejako w ostatniej chwili. Lubię też Dawne pogranicze językowe polsko-dolnołużyckie, bo uzupełniło językoznawczą i demograficzną wiedzę o tym obszarze, a także Wczesne dzieje Słowian w świetle ich języka, bo miałam w tej książce odwagę po długiej pracy przyznać się, że wciąż daleka jestem od ostatecznych wniosków na temat słowiańskich pradziejów. Tę książkę docenili również Słoweńcy, publikując ją w przekładzie na swój język.  No, i cieszę się, że zdążyliśmy z profesorem Borysiem ukończyć szósty, ostatni tom Słownika etymologicznego kaszubszczyzny. Nie wszystkim autorom słowników etymologicznych udaje się zakończyć tego typu zamierzenia, które zazwyczaj podejmuje się dopiero w drugiej połowie życia.

 

 

Jak widzi Pani Profesor perspektywy humanistyki?
- Zwykłam mówić o sobie, że - podobnie jak ów pasażer z wiersza Gałczyńskiego - jestem jako językoznawca „ani katolik, ani marksista, tylko rzetelny rzemieślnik". W pewnym sensie zawsze pozostawałam poza nurtem kolejnych preferowanych kierunków badań językoznawczych. Wszystko, co robiłam, opierało się przede wszystkim na sumiennie gromadzonych i analizowanych materiałach. Nigdy nie lubiłam teoretycznych dyskusji, sprowadzających się głównie do rozważań, co, kto rozumie pod jakimś terminem czy pojęciem. 

Spoglądając z perspektywy czasu na własne życie może Pani Profesor powiedzieć, że...
-
że miałam szczęście w życiu. Miałam wspaniałe dzieciństwo, kochających rodziców, ciekawy dom, w którym bywało wielu interesujących ludzi, prezentujących szerokie, liberalne spojrzenie na świat. To dało mi optymizm i siły na całe dalsze życie.

Tak, miałam szczęście w życiu... 

Dziękuję Pani Profesor za rozmowę
[Z Profesor Hanną Popowską-Taborską rozmawiała Lilla Moroz-Grzelak]



[*] O początkach tej pracy można przeczytać w tekście prof. H. Popowskiej-Taborskiej U samych początków (1954-1956), [w:] 50 lat slawistyki w Polskiej Akademii Nauk, red. K. Handke, Warszawa 2004, s. 33-42.  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »